"Pan światłem i zbawieniem moim, kogóż mam się lękać?" /Ps 27,1/
  Papieżyca Joanna i inne tematy "widma"
 

JACEK SALIJ OP

Papieżyca Joanna oraz inne tematy widma

Dzieje legendy o papieżycy

Jak na legendę przystało, nie znamy jej autora, imię zaś oraz czasy tej rzekomej papieżycy podawano różne. Pierwsza wzmianka o niej pojawia się w napisanej około 1245 roku Kronice powszechnej miasta Metz. Papieżyca jest tam jeszcze postacią bez imienia, która rzekomo pojawiła się „za czasów cesarza Aleksego, ale nie wiemy, kiedy rozpoczęła [swoje rządy] ani kiedy je skończyła” 1 jednak wzmiankę o niej kronikarz umieszcza po roku 1099, a przed rokiem 1101.

Otóż czas ten jest w dziejach Stolicy Apostolskiej dobrze udokumentowany i na żadną papieżycę nie ma w nim miejsca. 29 lipca 1099 roku umarł, znany przede wszystkim jako promotor pierwszej wyprawy krzyżowej, papież Urban II, natomiast już w szesnaście dni po jego śmierci na stolicę świętego Piotra wstąpił Paschalis II, który rządził Kościołem do roku 1118.

Zapoznajmy się z tym, co napisano w Kronice powszechnej miasta Metz na temat owej anonimowej papieżycy: „Pytaj o pewnego papieża, a raczej papieżycę, gdyż była to kobieta, która udając mężczyznę, dzięki swoim zdolnościom została notariuszem kurii, następnie kardynałem i wreszcie papieżem. Pewnego dnia, kiedy wsiadała na konia, porodziła chłopca. Natychmiast zajęła się nią rzymska sprawiedliwość. Po związaniu nóg, przez pół mili wleczono ją przywiązaną do końskiego ogona i lud ją ukamienował, i tam umarła, i została pogrzebana”.

Swoją ostateczną wersję legenda uzyskała w Kronice papieży i cesarzy Marcina Polaka 2 pod piórem prawdopodobnie jakiegoś anonimowego autora, gdyż pojawiła się dopiero w ostatnich wydaniach tej Kroniki. Powyższa fabuła została tam powtórzona, uzyskała jednak istotne uszczegółowienia: papieżycą miała być Angielka o imieniu Gilberta, która podczas swego pobytu w Atenach przebrała się za mężczyznę, a po przybyciu do Rzymu zaczęła robić karierę naukową, gromadząc na swoich wykładach tłumy słuchaczy. W końcu – po śmierci papieża Leona IV, a zatem w 855 roku – została wybrana na jego następcę, przyjęła imię Jan i zasiadała na tronie papieskim dwa lata, siedem miesięcy i cztery dni.

Niezależnie od psychologicznego nieprawdopodobieństwa powyższej opowieści istnieją mocne argumenty źródłowe, które ją falsyfikują, toteż od dawna już historycy są zgodni co do tego, że Joanna jest postacią legendarną. Przedstawił je w 1647 roku David Blondel 3 protestant, co jest godne podkreślenia, gdyż swoją książką Blondel zdyskredytował tych swoich współwyznawców, którzy przywoływali postać papieżycy w swojej propagandzie antykatolickiej. Przypomnijmy, że również protestanci polscy przywoływali tę legendarną postać na dowód, jak bardzo Kościół katolicki jest zepsuty 4

Przeciwko historyczności rzekomej następczyni papieża Leona IV przemawiają te świadectwa historyczne, z których wynika, że Benedykt III został papieżem w tym samym 855 roku, w którym umarł papież Leon IV, a zatem nie ma miejsca na ponaddwuletni pontyfikat jakiejś papieżycy. I tak na przykład Giuseppe Garampi, późniejszy nuncjusz apostolski w Polsce, opublikował studium na temat monety, przedstawiającej Benedykta III z cesarzem Lotarem I, który zmarł 29 września 855 roku, z czego wniosek oczywisty, że Benedykt III musiał zostać wybrany papieżem przed tą datą 5

Przedtem już David Blondel zwrócił uwagę na to, istnieje papieski list Benedykta III z 7 października 855 roku 6 Blondel wskazał ponadto na list arcybiskupa Reims Hinkmara do papieża Mikołaja I, następcy Benedykta III, w którym Hinkmar informuje nowego papieża, że wysłał posłańca z listem do Leona IV, ponieważ jednak w międzyczasie papież zmarł, posłaniec wręczył list wybranemu wówczas Benedyktowi III 7

Jeżeli do tego dodać, że w owym czasie nie brakowało wrogów papiestwa – żeby wspomnieć choćby tylko patriarchę Focjusza, który pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką – wydaje się, że tego rodzaju skandal nie uszedłby ich uwagi. A jednak nie wspominają oni ani słowem o rzekomej papieżycy (ani nawet o jakimś panującym w tym okresie Janie VIII, prawdziwy bowiem Jan VIII był papieżem dopiero w latach 872–882). A dlatego nie wspominają, bo takiej papieżycy po prostu nie było.

Skąd się wzięła ta legenda? Trudno się zgodzić z zacietrzewionym wyjaśnieniem, jakie w ramach polemiki międzywyznaniowej zaproponował trzysta lat temu Stanisław Ostrowski. Sądząc, że jej autorem jest Marcin Polak, powstanie legendy o papieżycy przypisał jego rzekomej naiwności: „Polak owych wieków trochę tylko gęby pomazał łaciną, jął się historię pisać, jakiejby się i sam teraz wstydał. Jak ja rozumiem, że podobno ujrzał w Rzymie na którymś obrazie osobę białogłowy, trzymającą klucze w ręku i koronę na głowie mając wymalowaną… Ten podobno obaczywszy tę postać, rozumiał, że kiedyś białogłowa była papieżem i tak w swoją babską kronikę, jako i siła bajek włożył” 8

Wydaje się, że legenda o papieżycy jest raczej echem, w którym zmaterializowała się i zdeformowała pamięć o trzech kobietach – Teodorze Starszej, Marozji oraz Teodorze Młodszej – które w pierwszej połowie X wieku kolejno trzęsły Rzymem i fatalnie przyczyniały się do ówczesnego upadku Stolicy Apostolskiej.

O ile jednak powstanie tej legendy oraz jej pierwotną popularność można wyjaśnić ahistoryczną mentalnością ludzi średniowiecza, o tyle trudno usprawiedliwić współczesne przedstawianie tej legendy, tak jakby chodziło w niej o fakty historyczne. Mam na myśli dzieła takich twórców, jak Emanuel Roidis, Donna Woolfolk Cross czy Volker Schlöndorff. Nie wydaje mi się, ażeby – przedstawiane we współczesnej kulturze masowej jako rzekomo historyczne – poświęcone legendarnej papieżycy Joannie powieści i filmy przyczyniały dobra i prawdy w naszym i bez tego skołowanym świecie.

Inne widma błąkające się w naszej współczesnej świadomości

Niestety, współczesna kultura roi się od odpornych na wszelką demaskację i rzeczowe argumenty pseudofaktów i fałszywych twierdzeń na temat chrześcijaństwa i Kościoła. W niejednakowy sposób się pojawiły, różna jest ich popularność, odmienne znaczenie. Łączy je coś więcej niż niezgodność z prawdą historyczną: niektóre osoby promujący te fałszywe mity, prawdy znać nie chcą, wiedzą swoje i nie zamierzają tych mitów poddawać weryfikacji, nawet w obliczu przedstawionych im żelaznych świadectw i argumentów.

Przypomnijmy tu kilka takich tematów widm:

1. Przy okazji wmawiania starożytnemu Kościołowi, jakoby wyznawał doktrynę reinkarnacji 9 a stosunkowo niedawno w trakcie bicia propagandowej piany z racji odkrycia tekstu tzw. Ewangelii Judasza, ale także i bez specjalnych okazji, odgrzewane są niezgodne z prawdą historyczną twierdzenia, jakoby Kościół starożytny posługiwał się kilkudziesięcioma różnymi Ewangeliami. Autorzy tych twierdzeń lubią imponować swoją „wiedzą o tym”, że dopiero sobór w Nicei w roku 325, papież Innocenty I w roku 405 lub papież Gelazy I w roku 495 albo synod w Kartaginie w roku 397 czy też synod w Konstantynopolu w roku 543, zredukował liczbę uznanych przez Kościół Ewangelii do czterech, pozostałe zaś Ewangelie zdegradował do rzędu apokryfów.

Prawda jest taka, że świadectwa źródłowe z II i III wieku – tzw. Kanon Muratoriego oraz jednoznaczne wypowiedzi na ten temat św. Ireneusza (z roku ok. 180) czy Orygenesa (z roku ok. 245) – nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że Kościół od samego początku ściśle odróżniał cztery Ewangelie kanoniczne od apokryfów 10. Wspomniane dekrety papieskie oraz synodalne nie ustanawiały tego rozróżnienia, ale o nim wciąż na nowo przypominały – i promotorzy wspomnianego kłamstwa dobrze zdają sobie z tego sprawę, bo zazwyczaj powołują się tylko na jeden z tych dekretów, budując w ten sposób wrażenie jego rzekomej przełomowości. Stosując taką logikę, można bez trudu „udowodnić”, że dopiero od uchwał soboru trydenckiego z roku 1563 albo nawet że dopiero od wydanej w roku 1930 encykliki Piusa XI Casti connubii zaczęła w Kościele obowiązywać zasada nierozerwalności małżeństwa.

2. Fenomen popularności Kodu Leonarda da Vinci, wielomilionowe nakłady tej książki oraz towarzyszący jej szum medialny zapewne doczekają się pogłębionych interpretacji 11. Teraz zwrócę uwagę tylko na to, że dosłownie przed kilku laty kilkuset milionom ludzi wtłaczano zmyśloną na naszych oczach bajeczkę o żonie i dzieciach Jezusa, z jednoznaczną sugestią, że ludziom Kościoła nie udało się ukryć „prawdy”, gdyż przetrwała ona w jakichś średniowiecznych legendach i rzekomo znajdowała wyraz w różnych dziełach sztuki. Zapewne wielu czytelników, nawet krytycznych wobec tej książki, pomyślało sobie wówczas: „Kto wie, może jednak coś tu na rzeczy jest”. Słowem, niszczące ewangeliczną prawdę o Panu Jezusie widmo rzekomej Jego żony i dzieci zostało już do naszej społecznej świadomości wprowadzone i zapewne długo jeszcze będzie niektóre umysły nawiedzało.

Warto wiedzieć, że bajeczka nie ma żadnych śladów nawet w apokryfach, nie zna jej nawet żadna legenda średniowieczna. Została wymyślona dopiero co, w roku 1980, w powieści Liz Greene The Dreamer of the Vine, a dwa lata później rozbudowana w książce trojga autorów, M. Baigenta, R. Leigha i H. Lincolna, pt. Święty Graal, święta krew 12. Dan Brown tę mistyfikację podjął i ogromnie spopularyzował.

3. Widmo, które przykleiło się do odbytego w roku 585 synodu w Mâcon, pojawia się publicznie tylko od czasu do czasu, ale jest ogromnie żywotne, bo straszyło już w XIX wieku. Majaczy ono, jakoby uczestnicy wspomnianego synodu spierali się zażarcie o to, czy kobieta ma duszę, i że o mały włos nie doszło do orzeczenia, że jej nie ma. Co bezczelniejsi fabulatorzy twierdzili, jakoby w ogóle przez pierwsze VI wieków w Kościele nie było pewności co do tego, czy kobiety mają duszę, i że rozstrzygnął to jakoby dopiero synod w Mâcon.

Uchwały tego synodu zachowały się w całości 13 i nie ma tam nawet śladu tej wymyślonej przez kogoś o złej woli dyskusji. Samo zaś widmo wyrosło z ciekawostki, zapisanej przez ojca historiografii francuskiej, św. Grzegorza z Tours, w jego Historii Franków 14.

4. „Nieuctwo jest matką prawdziwej pobożności” – tę brednię przypisuje się papieżowi Grzegorzowi Wielkiemu od całkiem niedawna. Ale za to bardzo energicznie – w Internecie znaleźć ją można już w tysiącu miejscach. Zniesławianie największych nauczycieli Kościoła katolickiego poprzez przypisywanie im takich poglądów, jak gdyby byli to ludzie złej woli albo umysłowo niedorozwinięci, jest, niestety, metodą często stosowaną przez jego wrogów.

Mam dwie rady na okoliczność, kiedy ktoś próbuje kompromitować Kościół za pomocą przypisywania jego największym autorytetom różnych głupot i niedorzeczności. Po pierwsze, poprośmy wówczas o wskazanie, gdzie daną „rewelację” określony święty napisał. Może akurat przyczyni się to do tego, że nasz bliźni przestanie udzielać poparcia jakiemuś fałszywemu widmu.

Po drugie, udaj się do jakiejś większej biblioteki i przynajmniej przekartkujmy dzieła tego świętego. Twórczość największych nauczycieli Kościoła – św. Augustyna oraz innych Ojców, św. Tomasza z Akwinu i wielu innych klasycznych teologów – w dużej części jest dostępna po polsku. Jeśli idzie o św. Grzegorza Wielkiego, po polsku są wydane jego Homilie na Ewangelie, Księga reguły pasterskiej, cztery tomy Listów, trzy tomy Moraliów, Dialogi.

Przekonamy się wówczas, że obśmiewani przez współczesnych barbarzyńców chrześcijańscy myśliciele nie byli ani głupcami, ani ignorantami; przeciwnie, byli oni ludźmi mądrymi i głębokimi. Owszem, ponieważ byli również dziećmi swojej epoki, niekiedy (naprawdę bardzo rzadko!) natrafimy w ich pismach na sformułowania tak całkowicie zanurzone w swojej epoce, że dziś brzmią w naszych uszach jak brednie. Od różnych „bredni” nie są wolne również dzieła takich geniuszy myśli ludzkiej, jak Platon, Arystoteles czy Newton. Nie zmienia to przecież faktu, że naprawdę nie byli to głupcy, ale najwięksi z wielkich i że ludzkość po dziś dzień wiele im zawdzięcza.

I z całą pewnością nie byli również głupcami ani święty Augustyn, ani święty Grzegorz Wielki, ani święty Tomasz z Akwinu – i niedobrą robotę wykonują ci, którzy tych budzących najwyższy podziw chrześcijańskich myślicieli przedstawiają w taki sposób, jakby to byli ludzie umysłowo upośledzeni. Czymś zaś szczególnie nagannym jest wmawianie cudzym autorytetom twierdzeń, których oni nigdy nie wypowiedzieli. W ogóle dobrze jest nie uprawiać takiej „twórczości”, która płynie z zapiekłej nienawiści.

Jacek Salij OP

1 Chronica universalis Mettensis, Monumenta Germaniae Historica, Scriptores t. 24 s. 514. Z tej samej strony pochodzi również fragment następny; oba cytaty podaję w tłumaczeniu własnym. 
2 Monumenta Germaniae Historica, Scriptores t. 22, s. 428–434. 
3 David Blondel, Familier Eclaircissement de la Question, Si une femme a esté assise au Siege Papal de Rome entre Leon IV & Benoist III , Amsterdam 1647. 
4 Historia o papieżu Janie tego imienia VIII, który był Gilberta biała głowa z Angliej i o inszych wielu papieżoch, którzy przed nią i po niej byli. Prawdziwie zebrana, a z łacińskiego na polskie pilnie wyłożona Roku 1560. Niedawno druk ten opracował i wydał w Wydawnictwie Uniwersytetu Wrocławskiego Jan Sokolski, Wrocław 1994. 
5 G. Garampi, De nummo argenteo Benedicti III, Romae 1749. 
6 Benedykt III, Epistola 3 ad Episcopos Galiarum, PL 115,693–701. 
7 Hinkmar z Reims, List 11 do papieża Mikołaja I, PL 126,85. 
8 S. Ostrowski, Dialog albo rozmowa katolika z ewangelikami o znakach prawdziwego Kościoła, Kraków 1604 s. 35; cyt. za: Karolina GrodziskaOżóg, Marcin Polak i jego twórczość, „Nasza Przeszłość” 58 (1982), s. 200. 
9 Szerzej na ten temat pisałem w artykułach: Starożytni chrześcijanie na temat reinkarnacji, w: J. Salij, Poszukiwania w wierze, Wydawnictwo W drodze, Poznań 2000, wyd. 4, s. 123–130; Jeszcze raz o reinkarnacji, w: tenże, Pytania nieobojętne, Wydawnictwo W drodze, Poznań 1998, wyd. 5, s. 149–157. 
10 Temat ten, wraz z przytoczeniem wspomnianych świadectw źródłowych, przedstawiłem w artykule: Ewangelie i apokryfy, w: J. Salij, Tajemnice Biblii, Wydawnictwo W drodze, Poznań 2003, s. 65–70. 11 W artykule pt. Albo… albo… Uwagi na marginesie „Kodu Leonarda da Vinci” („W drodze” 2004 nr 10, s. 123–128) próbuję jedynie objaśnić antychrześcijański charakter tej książki. 
12 Odnośne fakty przedstawia bp Andrzej Siemieniewski w portalu elektronicznym Katolicki Serwis Apologetyczny, a ponadto we wstępie do książki: Ben Witherington III, Kod Ewangelii, Wydawnictwo M, Kraków 2006. 
13 J. D. Mansi, Sacrorum Conciliorum nova collectio, t. 9, 947–961. 
14 Z widmem tym rozprawiam się w artykule: Czy kobieta ma duszę?, w: J. Salij, Szukającym drogi, Wydawnictwo W drodze, Poznań 1993, wyd. 4, s. 242–247.

 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=